Facebook

Dołącz do nas na facebooku

Start Bł. Ludwik i Zelia Martin

Bł. Ludwik i Zelia Martin

19 października 2008 w bazylice w Lisieux we Francji odbyła się beatyfikacja Louisa i Zelie Martin, rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus. „Moi rodzice byli bardziej godni nieba niż ziemi” — pisała niegdyś święta Teresa. Jest to druga para małżeńska w historii Kościoła wyniesiona do chwały ołtarzy.

Ludwik Martin (1823-1894) był synem kapitana wojska francuskiego. Przez pewien czas mieszkał w Paryżu, ale niebawem wrócił do rodziców i otworzył zakład zegarmistrzowsko-jubilerski. Pracę łączył z ćwiczeniami duchowymi i działalnością dobroczynną. 13 lipca 1858 poślubił poznaną trzy miesiące wcześniej Zelię Guerin (1831- 1877), która - jak sama później wyznała -  gdy pierwszy raz spotkała go na ulicy, usłyszała głos wewnętrzny „to ten, którego przygotowałem dla Ciebie". Przyszła pani Martin uczęszczała na kursy koronczarskie, których współorganizatorką była matka Ludwika. Zelia była osobą przedsiębiorczą i już w wieku 20 lat założyła własne przedsiębiorstwo. Ona także, podobnie jak jej mąż i wraz z nim, dzieliła pracę zawodową z głębokim życiem wewnętrznym i pobożnością oraz z pełnieniem dzieł miłosierdzia wobec potrzebujących.

Na początku małżeństwa postanowili, że będą żyć jak brat z siostrą, jednak po interwencji spowiednika i wspólnej modlitwie zmienili zdanie. Postanowili mieć dużo dzieci. Dobry Bóg spełnił ich pragnienie i obdarzył ich dziewiątką dzieci. Każde dziecko było dla nich źródłem radości i dumy. Przyjmowali je jako dar powierzony przez Boga ich opiece: „Kiedy pojawiły się dzieci nasze poglądy nieco się zmieniły; żyliśmy już tylko dla nich. Nic już nas nie kosztowało; świat przestał być ciężarem. Dla mnie to było dużym pocieszeniem i chciałam ich mieć dużo, by wychować je dla nieba”. W jednym ze swoich listów Zelia wyznaje: „Kocham dzieci do szaleństwa, urodziłam się po to by je mieć”. Niestety czworo z nich zmarło we wczesnym dzieciństwie. Pięć córek natomiast, z których ostatnią jest Teresa poświeciło się Bogu, podejmując życie zakonne.

Kard. Martins stwierdził, że małżonkowie Martin „Żyli zgodnie z Ewangelią, pragnąc w każdym momencie realizować plany, jakie im Bóg przygotował. W centrum ich życiowego powołania znajdowało się przekazywanie wiary dzieciom" - podkreślił kard. Saraiva Martins. Dlatego, dodał emerytowany prefekt watykańskiej kongregacji, „dają przykład świadectwa miłości małżeńskiej" i „integralnej praktyki cnót chrześcijańskich".

Wielkim źródłem wiedzy o codziennym życiu małżonków, a jeszcze bardziej o ich uczuciach, religijności i życiu duchowym, są listy. Zachowało się 218 listów Zelii do męża i 16 Ludwika do niej. Miłość między Zelią a Ludwikiem była niejako namacalna. Słowa, spojrzenia, gesty, codzienne obowiązki były przesiąknięte oddaniem tej drugiej osobie. „Droga Przyjaciółko — pisze Ludwik do żony — [...] Twój mąż i prawdziwy przyjaciel kochający Cię na wieki”. Odwzajemnia Zelia: „Mój kochany Ludwiku, [...] twoja żona, która kocha Cię bardziej niż własne życie”. Wzajemnie pragnęli swojego szczęścia, rozumieli się i nie potrzebowali zbyt wielu słów, bo jak pisała Zelia — „nasze uczucia były zawsze nastrojone na jeden ton”. Takim napędzającym motorem tej relacji była niewątpliwie Zelia. Jednak nigdy nie pozostawała bez oparcia męża we wszystkich swoich poczynaniach: „On zawsze był moim pocieszycielem i podporą”. W swoich listach wyrażała miłość i podziw dla swego kochanego męża: „Jestem zawsze z nim szczęśliwa; on jest przyczyną, że życie moje jest bardzo miłe. Mąż mój — to święty człowiek. Życzyłabym wszystkim kobietom takich mężów”.

Życie państwa Martin to również sytuacje szczególnie trudne, naznaczone osobistym dramatem, a jednak przeżywanym wspólnie. Obok przedwczesnej śmierci czworga dzieci były to m.in.: kłopoty wychowawcze (szczególnie z córką Leonią, która wymagała podwójnej uwagi swoich rodziców), doświadczenie długotrwałej choroby nowotworowej Zelii. Znosiła ją z prawdziwie chrześcijańskim bohaterstwem. Zmarła w wieku 46 lat. Ludwik zmarł w wieku 71 lat, lecz pod koniec swego życia także bardzo cierpiał. Zapadł na chorobę psychiczną, potem został sparaliżowany — „Dziedzic i Władca Senioratów Cierpienia i Upokorzenia” — mówiła o nim Teresa.

S. Joanna Olszewska uważa, że życie Ludwika i Zelii to przykład „codziennej” świętości. To droga do nieba poprzez wspólne niedzielne spacery, długie rozmowy pełne miłości z dziećmi, drobne ofiary składane w ręce ubogiego, parzenie herbaty czy łowienie ryb. To przykład świętości dla wszystkich, szczególnie dla rodzin, małżeństw, które być może poddały się w poszukiwaniu własnej drogi do nieba, bo wydaje im się że jest to „prezent” zarezerwowany tylko dla wybranych stanów. Jest to przede wszystkim wzór heroicznej wierności Ewangelii w życiu małżeńskim i rodzinnym, w którym przeplata się miłość i cierpienie, pewność i zwątpienie. „Chciałabym być świętą — pisze Zelia — tylko nie wiem, z którego końca do tego się zabrać. Jest tyle do zrobienia, a ja ograniczam się tylko do pragnień” — któż z nas tego nie przeżywa...?